Zdenerwowałam się na Rivera.Wydawał się taki no cóż ogarnięty.Ale żeby robić z igły widły?Jako że ja i Demon jako jedne z jedynych latających szukaliśmy ich z góry.Robiło sie coraz ciemniej a moi kompanie widzieli coraz gorzej.
-Demon.Mam pomysł.
-Jaki?-Powiedział w pośmiechu.
-Ci tam na dole nic nie widzą.Połączmy moce i oświatlmy im drogę.-Demon bez słowa złapał mnie za łapę.Zatrzymaliśmy się w powietrzu i światło zaczeło od nas bić jak od słońca.Było widno jak za dnia.
-,,Demon skoro to nam sie udało, to spróbujmy namierzyć ich"
-Dobrze.-Po chwili wiedzieliśmy gdzie są.Byli w jaskini drugim końcu lasu.
-Zawracamy! Są na drugim końcu lasu!-Wszystcy zaczeli wracać się.Po kilku minutach dotarliśmy do ich kryjówki.Weszłam do jaskini.Sama lecz nadal świecąc jasnym światłem.Zobaczyłam Rivera.
-Czemu uciekliście?
-Bethan?
-Czemu uciekłeś i wplątałeś w to Sharon?
-Czemu?Boli mnie serce.I nie nie wrócę tam.
-River wszystcy cie szukali.Wróć proszę.
-Nie !
-Nie proszę o to dla siebie lecz dla twojej matki , ojca i dla Sharon.Popacz do jakiego stanu doprowdziła ją ta ucieczka.
<<River, Demon?>>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz